Festiwal Kultury ZagłębieWood trwa w najlepsze. W ramach festiwalu codziennie odbywają się wydarzenia: spektakle, koncerty, wystawa, spotkania autorskie. Do końca października w Muzeum Miejskim Sztygarka można oglądać wystawę rysunków Andrzeja Mleczki, są jeszcze bilety na koncert Marka Dyjaka oraz Julii Sawickiej w Pałacu Kultury Zagłębia. Pełny harmonogram festiwalu dostępny jej tutaj!

Gośćmi Miejskiej Biblioteki Publicznej w ramach festiwalu ZagłębieWood była Grupa Filmowa Darwin. Przeczytajcie wywiad z Youtuberami!
_________________________________

Poznali się na studiach. W 2012 roku założyli kanał na YouTube, który dziś ma ponad 800 tysięcy subskrypcji. Jan Jurkowski i Marek Hucz z Grupy Filmowej Darwin odpowiedzieli na nasze pytania tuż przed występem w ramach Festiwalu ZagłębieWood.

Jak się czujecie w Dąbrowie Górniczej?

Jan: To zawsze jest rozczarowująca odpowiedź, ale przyjechaliśmy bezpośrednio na spotkanie i nie widzieliśmy miasta. Na pewno to miejsce, w którym się znajdujemy, jest niesamowite.

Marek: Mnie Dąbrowa jest o tyle bliska, że wychowałem się w niedalekiej okolicy, bo jestem z Bytomia.

Młodzi ludzie was rozpoznają, starsi pewnie mniej. Kim właściwie jesteście?

M: Zajmujemy się produkcją krótkich, komediowych form filmowych i dostarczaniem ludziom rozrywki. Nasze filmy są osadzone w pewnym wyjątkowym świecie, który jest tak naprawdę ewolucją naszego świata rzeczywistego. Ja tak bym to określił. Chyba, ze Janek ty inaczej uważasz?

J: Możemy się tak przedstawić.

Kiedy uznaliście, że chcecie coś zrobić razem?

J: Poznaliśmy się na studiach. Po czterech latach szkoły aktorskiej, kiedy już zbliżaliśmy się do opuszczenia murów szkolnych, postanowiliśmy spróbować zrealizować to, co przychodziło nam przez ten czas do głowy. Nie wiedzieliśmy wtedy tak naprawdę, jak to zrobić, ile będzie nas to kosztowało. To było na na zasadzie: „dlaczego nie?”

M: Czuliśmy, że jeśli teraz tego nie zrobimy, to rozejdzie się to po kościach. Szczególnie, że czuliśmy – i dalej czujemy – energię i chęć do tworzenia, więc był to dobry moment, żeby to zacząć.

W czym tkwi ten fenomen YouTube’a?

J: Myślę, że chodzi po prostu o to, że bardzo dużo treści jest dostępnych dla wszystkich za darmo.

M: To jest głos dla każdego. Każdy może się tu wypowiedzieć, wypozycjonować i rynek później zweryfikuje. Jesteśmy pozbawieni odgórnych zasad. Mówiło się przez tyle lat, że telewizja ma swoje ramy, że ciężko się tam dostać, albo trzeba się wręcz wkupić. Tu po prostu tworzysz, puszczasz to dalej i jeżeli jest to dobre, to ludzie podchwycą to dalej. Wydaje mi się, że to jest kluczowe: łatwość w dostępnie i fakt, że to bardzo społeczne medium. Każdy może swoją rzepkę wyskrobać.

Nie macie z tym problemu, że jesteście nazywani youtuberami? Na YouTube jest sporo twórców tworzących content niskich lotów, z którymi znaleźliście się w jednym worku.

M: Nie. Trzeba pamiętać o tym, że wszystko się zmienia. Poziom polskiego YouTube’a jest naprawdę bardzo wysoki. Sporo jest naprawdę profesjonalnych produkcji. Samo nazywanie się youtuberem… My się czujemy po prostu twórcami i tak do tego podchodzimy, a to, czy ktoś nas wrzuca do jednego worka, to już jego sprawa.

Ostatnio sporym echem odbił się wasz film Jezus „Miłujcie się”. Czy spodziewaliście się takiego odbioru? Sporo osób w komentarzach napisało wam, że zgadza się z jego przesłaniem, mimo wszystko było to trochę wkładanie kija w mrowisko.

M: Na pewno nie spodziewaliśmy się takiego przyjęcia, ale ten film kompletnie nie miał celu wkładania kija w żadne mrowisko. My nie szukamy kontrowersji. Reakcje pokazały, że ludzie w tych specyficznych czasach mają potrzebę świętego spokoju i bezpieczeństwa. Żebyśmy żyli jak ludzie, a nie rzucali się sobie do gardeł, bo to mamy już za sobą, nie ma potrzeby popełniać tych samych błędów.

Oczywiście nie spodziewaliśmy się takiego odbioru. Byliśmy nieco zestresowani przed premierą, bo nie mieliśmy pojęcia, jak to się może przyjąć. Liczyliśmy się z tym, że spadnie nam ilość subskrypcji, że część widzów się od nas odwróci, ale okazało się, że mamy bardzo, bardzo tolerancyjną i jasno myślącą widownię. I to jest super.

Chcecie stworzyć pełnometrażowy film?

J: Tak. To jest dokładnie to, od czego wyszliśmy. My chcieliśmy robić filmy i zastanawialiśmy się, jak do tego dojść. Te krótkie formy filmowe, które rozrastają się coraz bardziej i robimy to siódmy rok, miały taką genezę. Mieliśmy pomysły na filmy, seriale, epickie widowiska… Właśnie zmierzamy powoli do tego, żeby naprawdę zaryzykować i rzucić się na głęboką wodę. Inaczej będziemy żałować do końca życia.

Czy odzywali się już do Was ludzie, którzy chcieliby robić z wami coś takiego?

M: Teraz jest taki czas, w którym jest wiele takich ruchów w naszym kierunku. Wyniki tego będziemy pewnie obserwować za jakiś czas.

No właśnie, no bo czy fakt, że występujecie tylko w Internecie nie sprawia, że czujecie się niespełnieni? Są aktorzy, którzy uważają, że prawdziwe aktorstwo jest w teatrze.

J: Mamy wolność, jakiej mało którzy aktorzy mogą zaznać. Sami tworzymy role, scenariusze, sami tworzymy światy, w których poruszają się postaci. Tak naprawdę nadzorujemy i tworzymy proces powstawania filmów od początku do końca. Ta wolność jest bardzo uzależniająca i ciężko jest później się przestawić przychodzenie do pracy i wykonywanie czyjejś wizji, uczenie się czyjegoś tekstu. Kompletnie nie przeszkadza, że występuję w internecie.

Jak podchodzicie do komentarzy, że tworzycie najlepszy content na polskim YouTubie, albo że jesteście lepsi od kinowych reżyserów?

J: To miłe, ale jeśli byśmy uwierzyli we wszystkie pochlebstwa, to musielibyśmy ścinać te palmy z naszych głów dość szybko. Bo widzowie nie szczędzą nam miłych słów, ale musimy to dzielić przez piętnaście. Jesteśmy świadomi, że tak naprawdę niewiele umiemy w kwestii filmowych rzeczy. Dalej się uczymy. Ale ogólnie jesteśmy swoją najlepszą wersją filmowców. Stale się rozwijamy, jednak jeśli porównywać nas do innych reżyserów, naszych mistrzów, to my jesteśmy… Nawet nie ma co porównywać. Mamy ambicje, staramy się być coraz lepsi i trzymamy samokrytykę.

A jacy są wasi mistrzowie? Kim się inspirujecie?

J: To zależy, bo w każdym odcinku jest to ktoś inny. Bawimy się gatunkami filmowymi i wtedy może nie inspirujemy się konkretnym twórcą, tylko bardziej stylem filmów. Czasem bierzemy się za filmy z lat 80., które powstawały w Stanach Zjednoczonych, czasem za jakiś reality show albo mockument, który bardzo lubimy. Ale dla mnie takim mistrzem jest Spielberg, Scorsese…

M: Ja jestem zachwycony Christopherem Nolanem. Uważam, że jest ogromnym darem dla ludzkości, wszystkie jego filmy są bardzo fajne. Poza tym zgadzam się też ze Spielbergiem.

J: Ja mam Spielberga na pierwszym miejscu dlatego, że wielu reżyserom zdarzają się dobre filmy. Jemu zdarzają się słabe. On generalnie jak robi film, to będzie dobry. Wiadomo, czasem się potknie, coś mu się nie uda, ale on z zasady jest dobrym reżyserem. Trzyma klasę i jest niezawodną firmą.

Zresztą on jest tak wszechstronny, że mam wrażenie, że żaden inny reżyser w historii filmów nie był wirtuozem w tylu gatunkach. Nie tylko w science fiction, ale też w komedii czy w filmie przygodowym, albo dramacie. Lista Schindlera jest kompletnie inna niż na przykład Park Jurajski, który wyszedł przecież w tym samym roku, spod ręki tego samego reżysera. To ewenement.

Czego mogę wam życzyć na najbliższy czas?

M: Budżetów, seriali i filmów? I zakończenia listy patronitowej?

J: Odpoczynku, wakacji. Wszystkiego, co najlepsze!

I tego wam życzymy!