Rozlewisko w Strzemieszycach utknęło między służbami a decyzją Wód Polskich

Na początku marca w rejonie DW 790 w Strzemieszycach zwykły nieprzyjemny zapach przerodził się w sprawę, którą zajęły się już służby, inspektorzy i prokuratura. W terenie pracują kolejne instytucje, ale rozwiązanie wciąż blokuje jeden warunek – zgoda na bezpieczne odprowadzenie wody. Najbardziej niepokoi to, że rozlewisko nie jest tylko śladem po awarii, lecz źródłem ryzyka dla całego otoczenia Rakówki.
- Zapach przy Głównej był pierwszym sygnałem
- Prokuratura weszła do sprawy, a WIOŚ sprawdza zakład
- Usunięcie rozlewiska zależy od decyzji, której wciąż brakuje
Zapach przy Głównej był pierwszym sygnałem
Pierwsze zgłoszenie dotarło do Straży Miejskiej w Dąbrowie Górniczej w środę 4 marca wieczorem. Mieszkańcy i osoby przebywające w rejonie jednej z firm przy ul. Głównej zwrócili uwagę na uciążliwą woń, która nie wyglądała na zwykłą sezonową niedogodność. Dzień później sytuacja była już poważniejsza – w rejonie taśmociągu pojawiło się rozlewisko z wyraźnymi zanieczyszczeniami.
Na miejscu od razu zaczęły działać miejskie i państwowe służby. W sprawę włączyli się pracownicy Centrum Zarządzania Kryzysowego, Wydziału Ochrony Środowiska, Dąbrowskich Wodociągów, Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, strażacy i policjanci. Pobrano próbki do badań, a funkcjonariusze zabezpieczali materiał dowodowy, robiąc także dokumentację fotograficzną.
- 4 marca wieczorem straż miejska odebrała pierwsze zgłoszenie o zapachu.
- 5 marca w rejonie taśmociągu ujawniono rozlewisko z zanieczyszczeniami.
- Od początku działały miejskie służby, WIOŚ, straż pożarna i policja.
WIOŚ uruchomił kontrolę pobliskiego zakładu drobiarskiego, który może być źródłem zanieczyszczeń. To ważny trop, bo w takich sprawach sama obecność rozlewiska nie mówi jeszcze wszystkiego o jego pochodzeniu. Dopiero badania, oględziny i dokumenty techniczne pozwalają ustalić, skąd dokładnie popłynęły ścieki i czy doszło do naruszeń.
Prokuratura weszła do sprawy, a WIOŚ sprawdza zakład
W poniedziałek 9 marca policja przekazała prokuraturze zebrany materiał i wystąpiła o wszczęcie śledztwa. Od tego momentu działania prowadzone są już pod jej nadzorem, na podstawie art. 182 Kodeksu karnego, dotyczącego zanieczyszczenia środowiska w znacznych rozmiarach. To oznacza, że sprawa przestała być wyłącznie interwencją środowiskową, a stała się postępowaniem, w którym liczy się każdy zapis, próbka i ustalenie techniczne.
Równolegle Wydział Ochrony Środowiska wystąpił do firmy drobiarskiej z wezwaniem do natychmiastowego wstrzymania odprowadzania ścieków przez własną instalację i kierowania ich do miejskiej oczyszczalni. Miasto zwróciło się też do WIOŚ w Katowicach o kontrolę zakładu, zwłaszcza pod kątem przestrzegania warunków pozwolenia zintegrowanego. Dla mieszkańców to sygnał, że sprawa nie kończy się na samym usunięciu skutków awarii – trzeba jeszcze sprawdzić, czy system odprowadzania ścieków działał zgodnie z przepisami.
Usunięcie rozlewiska zależy od decyzji, której wciąż brakuje
Samo zabezpieczenie terenu już wykonano. Państwowa Straż Pożarna i Dąbrowskie Wodociągi odizolowały rozlewisko, a strażacy rozłożyli rękawy sorpcyjne i słomę, by zatrzymać substancje unoszące się na wodzie. Część zanieczyszczeń jest odpompowywana i wywożona do oczyszczalni ścieków, ale to rozwiązanie tymczasowe, które nie usuwa przyczyny problemu.
Najrozsądniejszym wyjściem byłoby umożliwienie swobodnego odpływu do Rakówki, jednak ten kierunek blokują także tamy bobrowe po drugiej stronie drogi. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zgodziła się na ich awaryjną rozbiórkę, lecz to nie wystarcza. Do otwarcia spustu potrzebna jest jeszcze zgoda Wód Polskich, o którą miasto nadal zabiega. Dopiero wtedy rozlewisko będzie można skutecznie i bezpiecznie odprowadzić, zamiast tylko doraźnie je zabezpieczać.
na podstawie: UM Dąbrowa Górnicza.
Autor: krystian

