Na Strzemieszyckiej asfalt jeszcze poczeka. Pod jezdnią wyszły nowe poprawki

Na Strzemieszyckiej asfalt jeszcze poczeka. Pod jezdnią wyszły nowe poprawki

Na Strzemieszyckiej asfalt jeszcze nie pójdzie na gotowo. Po ostatnich badaniach okazało się, że pod jezdnią trzeba wymienić 15 centymetrów górnej warstwy podbudowy, inaczej nowa nawierzchnia nie miałaby stabilnego oparcia. To kolejny zwrot w naprawie odcinka, który już wcześniej pokazał, jak kosztowne potrafią być błędy ukryte pod ziemią. W Dąbrowie Górniczej sprawa nie kończy się na samym remoncie – równolegle trwa też skrupulatne zbieranie materiału pod spór z pierwszym wykonawcą.

  • Asfalt czeka, bo podbudowa nie przeszła ostatniego sprawdzianu
  • Źródło problemu schowało się głęboko pod nową drogą
  • Każdy etap trzeba teraz notować pod przyszły proces

Asfalt czeka, bo podbudowa nie przeszła ostatniego sprawdzianu

Badania wykonane na końcowym etapie prac wykazały, że sama nośność podbudowy jest dobra, ale zagęszczenie górnej warstwy nie spełnia wymaganych parametrów. To właśnie ten szczegół przesunął planowane asfaltowanie z końca kwietnia. W remontach dróg takie rozbieżności potrafią zatrzymać cały harmonogram, bo nowa nawierzchnia nie może zostać położona na warstwie, która nie daje pewności trwałości.

Jak wyjaśnił Rafał Zwoliński, naczelnik Wydziału Inwestycji i Remontów w Urzędzie Miejskim w Dąbrowie Górniczej, po konsultacjach z projektantem i geologiem zapadła decyzja o wymianie 15 cm górnej warstwy podbudowy na całym naprawianym odcinku.

„Zdecydowaliśmy o konieczności wymiany 15 cm górnej warstwy podbudowy na całym naprawianym odcinku” – powiedział Rafał Zwoliński.

Po wykonaniu tych robót firma ma ponownie sprawdzić zagęszczenie. Jeśli wynik będzie prawidłowy, drogowcy dostaną zielone światło do asfaltowania 300-metrowego fragmentu ulicy. Według miejskich zapowiedzi całość powinna zamknąć się przed połową maja.

Źródło problemu schowało się głęboko pod nową drogą

Dzisiejsze poprawki wyrastają z inwestycji, która formalnie zakończyła się pod koniec 2022 roku. Wtedy na ponad 1,2-kilometrowym odcinku ulic Strzemieszyckiej i Puszkina wykonano kanalizację deszczową i sanitarną, położono też nowy wodociąg. Na końcu odtworzono jezdnię i przygotowano drogę rowerową. Całe przedsięwzięcie kosztowało ponad 17 mln zł.

Kłopot pojawił się w następnym roku, gdy na około 290-metrowym odcinku zaczęły wychodzić uszkodzenia nawierzchni. Z czasem okazało się, że to efekt osiadania jezdni nad kanalizacją sanitarną poprowadzoną w stronę centrum. W tym miejscu rurę trzeba było posadowić wyjątkowo głęboko, bo ponad 4 metry pod powierzchnią, ze względu na kolizję z nieczynnymi rurociągami Huty Katowice .

Miasto nie uzyskało od pierwszego wykonawcy deklaracji naprawy drogi, dlatego w lipcu 2025 roku zleciło roboty zastępcze firmie Libud. Pieniądze na część prac mają pochodzić m.in. z funduszu gwarancyjnego, który wykonawca kanalizacji musiał zabezpieczyć po zakończeniu inwestycji.

Każdy etap trzeba teraz notować pod przyszły proces

Libud zaczął od rozbiórki konstrukcji jezdni, a potem zlecił szczegółowe badania geologiczne i geotechniczne. Sprawdzano zarówno materiały użyte wcześniej przy budowie drogi, jak i grunt, którym zasypano kanał sanitarny. Pomiary prowadzono co 30 metrów, a sam etap badań trwał sześć tygodni.

Wynik okazał się dla drogowców kłopotliwy. Grunt rodzimy użyty do zasypu był bardzo zawilgocony, prawdopodobnie po okresowych spływach wód z rejonu Sroczej Góry, a do tego miał dużą domieszkę frakcji pylastych. Taki materiał nie daje się już prawidłowo dogęścić, więc projekt trzeba było zmienić. Konieczna stała się wymiana metrowej warstwy zasypu kanalizacji, a to z kolei wymusiło aneks do umowy z wykonawcą.

Po podpisaniu aneksu w połowie grudnia prace ruszyły dalej, ale na zimę musiały zostać wstrzymane. Wznowiono je na początku marca. Teraz roboty idą etapami – na raz obejmują około 100 metrów, po czym niezależne laboratorium bada zagęszczenie. Dopiero potem można odbudować kolejne warstwy jezdni.

„Ponieważ zamierzamy skierować sprawę do sądu przeciwko pierwszemu wykonawcy prac, ważne jest, by badać i dokumentować krok po kroku każdą czynność i każdy etap prac” – podkreślił wiceprezydent Damian Rutkowski.

To właśnie dlatego ta naprawa wygląda dziś inaczej niż zwykłe układanie asfaltu. Tu każda warstwa ma znaczenie, a każdy wynik badania może zdecydować nie tylko o terminie zakończenia robót, lecz także o tym, jak mocny będzie miejski materiał dowodowy w sporze o odpowiedzialność za usterki.

na podstawie: Urząd Miejski Dąbrowa Górnicza.